May 13, 2012

half past



mamy niedzielę. za mną już pięć egzaminów. jutro i pojutrze dwa najważniejsze. myślałam, że będę odczuwała dużo większy stres, a jest jakoś umiarkowanie. właściwie wygląda na to, że nie ma po co się stresować. już teraz nic to nie da. nie wiem czego się chwycić do powtarzania, wszystko co zaczynam czytać sprawia na mnie wrażenie, jakbym widziała to na oczy po raz pierwszy. przerażające. przez ostatnie dni praktykowałam naukę na ogrodzie i zażaranie się słodyczami popijanymi kawą (tym razem bezkofeinową- czyli idę w dobrym kierunku), colą, spritem, colą ze spritem. healthy. zobaczymy, co z tego będzie. 

jaka była u was wczoraj pogoda? za moim oknem było deszczowo. z rana była niesamowita burza. uwielbiam deszcz. pierwsza rzecz, którą robię, gdy budzę się w nocy i słyszę, że na dworze leje, to otwarcie okna. ten dźwięk jest niesamowity. padający deszcz włącza u mnie różne ciągi skojarzeń: 
deszcz- więc siedzenie w domu
deszcz- więc książka
deszcz- więc film
deszcz- wiec dzień spędzony przed kominkiem
deszcz- więc spacer w dresie, kaloszach i bez parasola
deszcz- więc herbata
deszcz- więc gorąca czekolada
deszcz- więc masa wspomnień

jednym słowem same rzeczy cudowne, więc moja reakcja na taką, mokrą pogodę nie może być inna. sypiam więc pod kołdrą i dwoma kocami, z otwartym oknem, wyczekując deszczu. dobrze mi idzie. trzeba się tylko porządnie poopatulać. bo zimno.

piosenka na następnych dni kilka - welcome home, son.
polecam przesłuchać cały album ghost- radical face
naprawdę daje radę. 
tymczasem wracam do biologii. 

have a nice week.

No comments:

Post a Comment

your comments inspire me. thank you for stopping by.