June 12, 2012

ooops...


cześć i czołem! zdaję sobie sprawę z tego, że nie pamiętacie, kiedy ostatni raz dałam znak życia. nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, jednak nie martwcie się (przypuszczalnie i tak nikt się martwił) wróciłam szczęśliwie z Mediolanu i równie szczęśliwie wracam do pisania. jeśli ktoś śledzi moje konto na Instagramie, to wie, że przez te dni nieobecności żyłam i miałam się dobrze. wróciłam do domu dokładnie tydzień temu. wyjazd był wspaniały i OBIECUJĘ, że w przyszłym tygodniu zasypię was masą zdjęć i wspomnień z tego wyjazdu. a w sumie to wylotu. na chwilę obecną dzielę się piosenką, która bardzo mi się z wycieczką do włoch kojarzy, mimo, że leciała tylko w drodze na lotnisko i nie ma nic wspólnego z językiem włoskim:

 sun of a gun (polecam słuchać głośno)

ostatni tydzień minął mi na pochłanianiu ton truskawek. spędziłam też milion godzin w internecie w poszukiwaniu mieszkania na studia w Gdańsku. to wcale nie jest taka prosta sprawa. w każdym razie całą część sieci dotyczącą tego tematu znam już na pamięć. jestem specem od stron z ogłoszeniami o wynajmie mieszkań. UWAGA! cały tekst, który dotąd przeczytaliście został przeze mnie napisany w czwartek 7 czerwca, niestety nie udało mi się wtedy skończyć tego posta, bo chwilę później zostałam porwana na wyjazd z przyjaciółmi do Jeleśni, a literki z migającym kursorem czekały na mnie, aż do tej chwili. cierpiałam katusze ze świadomością, że nie zdążyłam dokończyć. wybaczcie. już zadośćuczyniam. nadal zajadam się truskawkami, najbardziej smakują mi z nutellą (weszłam niedawno w posiadanie 5 kg słoika, a w sumie to słoja), a z ogłoszeń mieszkaniowych mogę już zrobić doktorat. przejrzałam już tyle ofert, że nie jestem pewna, czy jestem bliżej, czy dalej celu.

pogoda w Jeleśni dopisała nam idealnie, bardzo pasują mi takie chłodniejsze dni, z padającym co jakiś czas deszczem. chciałabym tak jeszcze przez okrągły tydzień. w górach było pięknie. wzruszająco, bo był to praktycznie nasz ostatni wyjazd w takim gronie, zanim porozjeżdżamy się po całym kraju na studia. jedliśmy ohydne zupki chińskie, piliśmy ohydny alkohol, pożeraliśmy kaloryczne słodycze, śmiejąc się, obrażając, nudząc, oglądając mecze, grając w guitar hero i fifę na zmianę. gdzieś tam momentami ewentualnie śpiąc. było naprawdę przemega. deszcz dudnił w namiot, a po domku harcowały myszy. to się może podobać. pozdrawiam i przytulam wszystkich jeleśnian. już nie mogę się doczekać, kiedy znowu tam pojedziemy.

piosenka przywieziona z wyjazdu, to cigarettes, wedding bands zespołu band of horses. chyba zaczynam się w nich zakochiwać. wersja na wieczór- click oraz wersja na rano- click. ja się już uzależniłam, ale wydaje mi się, że może się zarówno podobać jak i nie podobać. świetnie to ujęłam. tymczasem walizki z wszelakich wyjazdów rozpakowane, ale za to bałagan w szafie nieopisany, nie potrafię znaleźć w sobie mocy, żeby się tym zająć, a kiedyś będzie trzeba i to najlepiej jak najszybciej. kładę się spać, bo jutro przede mną ciężki dzień. zaglądajcie tu, bo za niedługo obiecana fotorelacja z Mediolanu. dobranoc!

3 comments:

  1. ukradłaś mój pomysł na śniadanie! ;)
    smaczne zdjęcia :))

    ReplyDelete
  2. ojeee, uwielbiam truskawki, niestety bez dodatku czekolady, bo jestem na diecie :(. Piosenka ta na wieczór świetna ;)!

    ReplyDelete

your comments inspire me. thank you for stopping by.